niedziela, 6 września 2015

I

Siedziałam na łóżku w moim apartamencie hotelowym z laptopem na kolanach.
Przeglądałam wiadomości od fanów na Twitterze i (udawałam) słuchałam mojego menadżera - George'a Wisley'a.
George był brodatym Brytyjczykiem (BB, tak jak te kremy), który aktualnie przechodził naprawdę burzliwy kryzys wieku średniego.
- Dziś wieczorem mamy koncert na Ullevaal Stadion, a jutro o 19:45 startuje nasz samolot do Nowego Jorku. - mówił tym swoim dziwnym głosem.
Czasami zastanawiam się, czy próbuje w ten sposób być uwodzicielski. Mam na myśli mówienie w ten sposób.
To znaczy, mam nadzieje, że nie, bo to by znaczyło, że próbuje mnie uwieść. Byłoby to co najmniej obrzydliwe, biorąc pod uwagę, że ten hagridowłosy ma jakieś cztery dychy.
- W sobotę udzielisz wywiadu dla Good Morning America. - powiedział odrobinę zbyt piskliwym jak dla mężczyznę głosem. - A zaraz po tym masz umówioną "randkę" z Bregje...
- UGH! - przerwałam mu.
Bregje Heinen, modelka oraz (jak się okazuje) niesamowita aktorka. Oficjalnie jest moją dziewczyną, a nieoficjalnie się nienawidzimy.
Musiałam się ostro tłumaczyć moim rodzicom, kiedy komentowali moją "seksualność", podczas wspólnego Bożego Narodzenia.
- Kochanie, uspokój się. - powiedział lekko rozdrażniony George. - Dobrze wiesz, że media uwielbiają twój homoseksualny związek z Bregje. Za każdym razem, gdy gdzieś się razem pokazujecie, o niczym innym nie mówią, więc... - urwał, gdy spiorunowałam go wzrokiem.
- Ale ja nie jestem lesbą! - warknęłam.
- Nikt tak nie uważa. - powiedział na ponów piskliwym głosem brodacz. - Według opinii publicznej jesteś biseksualna.
- Ale ja nie jestem biseksualna!
George wymamrotał coś pod nosem i niewątpliwie było to coś bardzo obraźliwego na mój temat.
...Pedał.
- Dobrze. - mruknął odrobinę głośniej. - Nie chcesz być z Bregje, nie ma sprawy. Zwolnimy ją. - twarz George'a zrobiła się czerwona jak burak. - Mediom powiemy, że zdradziła się z jakąś inną modelką podczas fashion week'a, czy coś w tym stylu.
Bardzo chciałam być w tej chwili usatysfakcjonowana, ale nie mogłam.
Nie mogłam, bo wiedziałam, że mój los leży w brudnych łapach tego zboczonego frajera, a ja nie mogę nic na to poradzić.
Tym bardziej, że jego na pozór debilne taktyki wniosły mnie na szczyt.
- Myślę, że to może wzbudzić sensacje. Zaczną się domysły, kim jest ta trzecia...
Oczy George'a nagle rozbłysły.
- Ale nie każesz mi ściąć włosów i przefarbować się na blond, prawda? - wyrwałam go z jego krainy marzeń.
- Skąd! - powiedział jakbym zarzuciła mu coś doprawdy nieprzyzwoitego. - Te kasztanowe, kręcone włosy to nasz znak firmowy.
Westchnęłam rozirytowana i wzruszyłam ramionami w geście poddania.
Wróciłam do mojego wcześniejszego zajęcia - przeglądania wiadomości na Twitterze.
Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, (chyba po raz pierwszy w życiu) było więcej wiadomości miłych (w miarę), niż haterskich.
W liście najpopularniejszych tematów, na pierwszym miejscu był #FlorenceRockOslo. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Już chciałam kliknąć, aby przeczytać Tweet'y z danym hashtag'iem, gdy coś innego zwróciło moją uwagę.
Dostałam prywatną wiadomość....
Od kogo?
Czyżby znów Megan (Trainor)?
Kliknęłam ikonę "wiadomości" i...
Kojarzycie to uczucie, że oczekujecie czegoś, bo wydaje się wam oczywiste, że właśnie to się stanie, a tu dupa, nie mieliście racji?
To był właśnie TAKI moment.
Kliknęłam na wiadomość.
Przeczytałam ją.
COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO?
- George, mógłbyś dać mi chwilkę? - zapytałam, przerywając mu kolejną mowę. - Chciałabym, żebyś coś zobaczył.

czwartek, 9 lipca 2015

Prolog

Na niebieskiej, zamszowej kanapie siedziała piękna brunetka, o dużych, ciemnobrązowych, błyszczących oczach. Na jej twarzy widniał uśmiech, który bez wątpienia mógłby oświetlić cały stan California po zmroku.
Jej SUKIENKA perfekcyjnie podkreślała jej figurę...
Idealny biust, wąska talia, wydatne biodra i jędrne pośladki.
Figura osy...
Florence Hitchcock - urodzona ósmego listopada 1996 roku. Dorastała w mieście Baytown - stan Teksas. Osiągnęła niesamowity sukces na skale światową. Bilety na jej koncerty wyprzedają się w kilka sekund, jej ostatni album został sprzedany w liczbie 70 milionów egzemplarzy...
Jest moją największą miłością. 
Wiem o niej wszystko.
Ona nie wie o mnie nic.
- Cały świat zwariował na punkcie twojego najnowszego teledysku, do piosenki Fight for - powiedziała w pewnym momencie Ellen DeGeneres, prowadząca The Ellen Show.
Publiczność rozbrzmiała. Ludzie zaczęli gwizdać i krzyczeć.
Florie była właśnie w trakcie jednego z wielu wywiadów. Wszyscy - cały świat, zachwyca się teraz jej niezwykłym talentem.
Nic dziwnego. Jest cudowna.
- Właściwie, to nie ja jestem twórcą tego teledysku. - odpowiedziała zaczesując palcami (gęste i lśniące) niesforne loki do tyłu Florence. - Właściwie, to ja tylko w nim wystąpiłam, nic poza tym. To dzieło cudownego reżysera i scenarzysty, oświetleniowców, specjalistów od efektów specjalnych...
Publiczność znów zaczęła klaskać, co zagłuszyło dalszą wypowiedź Florie.
- Odwalili kawał dobrej roboty. - powiedziała Ellen.
Piosenkarka uśmiechnęła się zawadiacko i przytaknęła.
Widziałem ten teledysk. Jest niesamowity.
Florence gra w nim płatnego zabójce (płatną zabójczynie?), ale również zakochaną dziewczynę. Sceny morderstw przeplatają się z romantycznymi chwilami z jej "ukochanym". kończy się na tym, że Florence wraca do domu, znajduje martwego chłopaka, oraz karteczkę z napisem "shah mat".

A więc, zagrajmy w szachy... 




It's OK